wtorek, 8 listopada 2011

Obywatel Milk


     Jeden z moich ulubionych filmów, opowiadający o Harvey'u Milku - jednego z największych wizjonerów i przywódców walczących o sprawiedliwość. W latach 70 walczył o prawa homoseksualistów, najpierw w San Francisco a później już w całych Stanach Zjednoczonych. Już na początku filmu dowiadujemy się, jaki będzie jego koniec, niestety - nie ma co liczyć na szczęśliwe zakończenie. Ale nawet i bez tego film nadal ma wielkie oddziaływanie na moje postrzeganie odmiennej miłości.     

Zdobywca dwóch Oscarów za Najlepszego aktora pierwszoplanowego dla Seana Penna oraz za Najlepszy scenariusz oryginalny dla Dustina Blacka. Jak dla mnie wielce zasłużona nagroda, ponieważ oglądając ten film rzeczywiście przeniosłam się do San Francisco lat 70, epoki disco a przede wszystkim bardzo znaczących ruchów społecznych, które zapoczątkowały naszą nową demokrację i tolerancję. 
     
Film oceniam jak najlepiej, podobało mi się w nim wszystko. Jego biograficzność, dramatyczne, zabawne, cudownie uszczęśliwiające sceny w jednym filmie. To trzeba po prostu lubić, bo wiem, że nie każdemu spodoba się sam temat. Absolutnie jednak mi to nie przeszkadza, wręcz sądzę, że trzeba poruszać temat mniejszości (seksualnych, etnicznych) w sztuce, skoro w szkole się tego nie praktykuje.  A szkoda...






niedziela, 6 listopada 2011

Popiołki.


 Burzliwa historia znanego na całym świecie Salvadora Dali oraz jego kochanka, Federico Lorca. Niesamowicie oglądało się piękne sceny, które zdecydowanie powinny należeć do jednych z najlepszych w historii kina stylizowanego. Hiszpania, lata 20, czyli najbardziej owocne lata w historii sztuki nowoczesnej. Picasso, Dali, Hemingway (chociaż on był akurat pisarzem). Film doprowadził mnie do rzewnych łez, które nie zostały wypłakane na marne. Niesamowicie oglądało się ten dramatyczny obraz ukazujący zakazaną i silnie napiętnowaną w tych czasach miłość pomiędzy przedstawicielami tej samej płci. Plus naprawdę dobry Robert Pattison, którego niestety technicznie zmiażdżył Javier Beltran.


 Czy film okazał się być tym ze skutecznym przekazem, czy też nie, na zawsze już pozostawi w mojej głowie maleńką wyrwę spowodowaną rozmyślaniem o tym, dlaczego ten człowiek był geniuszem. Bo sam siebie tak nazywał, tak po prostu było i koniec. I to jest dobre zdanie do powtarzania codziennie, dla każdego. Podświadomość potrafi czynić cuda z naszym umysłem, więc warto ją wykorzystywać.


Polecam serdecznie:)

sobota, 5 listopada 2011

Książki, książki



Pierwszy mój thriller Cobena. Znając jego kunszt pisarski tylko z opowiadań, mając w zamiarze kupno czegoś absolutnie innego, postanowiłam zaryzykować i za śmiesznie niską sumę ją zakupić. Jak tylko przeczytam, postaram się poukładać wszystko w głowie i napisać jakąś recenzję.
Nudząc się niedawno po lekcjach, postanowiliśmy z Tomkiem odwiedzić księgarnię, a dokładniej Matras. Nie wiem, czy jest to sieciówka, czy znana jest tylko w Wejherowie, niemniej jednak, na szyldzie widniał wielce obiecujący napis "przeceny do 70%". Rozochocona tym, że może jednak coś w moje ręce wpadnie, prawie już wychodząc, złapałam książkę Carolly Erickson, Dziewczyna z Botany Bay, w cenie... 5zł.
Już dawno myślałam o pogłębieniu swojej wiedzy o początkach kolonizacji Australii. Każdy wie, że powstała ona z zesłanych więźniów Korony Brytyjskiej. I tak o to, czytając niesamowitą historię o dziewczynie, której cudem udało się uciec z takiej kolonii, poczytałam przy okazji o historii zalążków Australii. Polecam serdecznie:)

To znaczy możesz, oczywiście, że możesz, ale to ma swoją cenę. 
Myślę, że czasami musimy po prostu zaryzykować. Żyć tak jak czujemy. 
I wiesz o tym dobrze, że coś mogłoby się niezbyt dobrze ułożyć... 
...czasami nie ma w ogóle na to szans. Ale musimy próbować. 
Musimy być w tym wytrwali. W innym wypadku staniemy się marionetkami. 
Same namalowane uśmiechy, puste wnętrze. Nic. 
Tylko zazdrość.


Nie mogę się doczekać jutra.
Jutro wszystko będzie takie... stare
A jednocześnie będę miała nowe spojrzenie na to, co stare. 
Życie daje nam tyle możliwości:)

piątek, 14 października 2011

Dogville.



Film, który robi poważne pranie mózgu. Czuję, jakby reżyser (genialny Lars von Trier) wziął sobie mój mózg, 'pomemłał' go w swoich rękach i wrzucił z powrotem. I nie są to tutaj czcze przechwałki, po prostu po końcowej scenie zastygłam na kilka minut w fotelu i zaczęłam intensywnie myśleć, jak bardzo zły i złudny potrafi być spokojny i dobry świat. Zdecydowanie polecam, ponieważ takich filmów nie można spotkać na co dzień. Plus Nicole Kidman jako osoba, która nieumyślnie doprowadziła do takich konsekwencji.

Mało mam ostatnio okazji do oglądania filmów. Szkoła, obowiązki robią swoje, ale zawsze, gdy mam trochę czasu pozwalam sobie na odrobinę przyjemności. Tym samym jestem w trakcie oglądania cudownego "Za garść dolarów" z równie cudownym Clintem Eastwoodem, niedawno dokończyłam Mechaniczną Pomarańczę, Imię róży, Casablancę, Ostatniego Samuraja. Ogólnie jest zadowolona z jakości tych produkcji, momentami bywały gorsze bądź też lepsze, ale wniosły coś nowego, każda jedna minuta zrobiła coś z moją duszą i mam tylko nadzieję, że coś pozytywniejszego aniżeli negatywnego.Chcę oglądać więcej, częściej, chcę chłonąć genialne i denne filmy tylko po to, aby czuć cudowne uczucie wypełnionej pustki. Może to taka hipokryzja? Może fakt, że moje życie jest totalnie nudne, blade i jednolite wypełniają cudowne postacie kreowane na szklanym ekranie? Wolę tak nie myśleć, ale kiedyś pewnie dojdę do tego, ze zamiast brać życie w swoje ręce wolałam siedzieć i marzyć o tym, żeby i mnie przydarzyło się coś takiego.