wtorek, 14 stycznia 2014

Listy (prawie) wysłane



Drogi Bartku,


Oboje dobrze wiemy, z jaką niecierpliwością czekamy na film „i o strachu, i o samotności, i o lękach”. Film jednego z najlepszych polskich (moim - i z tego, co wiem Twoim także zdaniem) reżyserów. Mówią o nim, że mało ambitny i niezdolny. Że przedstawia zakrzywiony obraz typowo polskiej mentalności. A co sądzisz Ty, drogi Kolego o tych opiniach?

Jaki jest Smarzowskiego przepis na sukces? Plejada mało znanych, ale za to świetnych warsztatem aktorów. Często mało przystojnych, o surowych twarzach, skromnych prywatnie, w filmie zachwycających wachlarzem emocji i uczuć. 

Bo czy Smarzol (jak to mówią o nim przyjaciele) sukces odniósł? Odniósł, i to ogromny. Mówi się o nim. Wywiady pojawiają się jak grzyby po deszczu (choć sam mówi, że nie lubi ich udzielać). Aktorzy z jego filmów stają się popularni. Jego wizja trafia do sporej publiczności, a opowiadane historie są często żywcem wyjęte z naszej pamięci i wspomnień. Odliczam dni do premiery, bo wiem, że mnie nie zawiedzie. Smarzowski to taka odskocznia od głupawych, żenujących komedyjek z jedną, powodującą nudności obsadą.

Powoli domyślam się, jak Polacy zareagują na film. O nich samych. Może nie dosłownie, ale czuję, że każdy z nas znajdował lub znajdować się będzie (w bliższej lub dalszej odległości) w sytuacjach żywcem wziętych z filmowych scen. Głos publiki będzie wstrząśnięty. Zdruzgotany. Że jak to, jak można tak bardzo wywlekać straszną prawdę na wierzch. Jakim cudem można przedstawiać obraz obrzydliwy i wulgarny. I poraz kolejny siadam z popcornem, żeby spoglądać z uśmiechem na oburzone głosy niektórych rodaków. (Tutaj Bartek domaga się zdania „Prawdziwych Polaków”)  Być może i większości. A może chcesz się Bartku dołączyć? 


Droga Agatko,



Bardzo mnie cieszy, że pomimo natłoku obowiązków znalazłaś czas, aby napisać do mnie. Na dodatek w ubóstwianej przez nasze dwie osoby sprawie, czyli osoby i twórczości Wojciecha Smarzowskiego. Zwłaszcza, że wielkimi krokami zbliża się premiera jego najnowszego filmu, pt. "Pod Mocnym Aniołem". Przypadek? Nie sądzę.
     Mówisz, że ludzie kierują w stronę Smarzowskiego cały ogrom zarzutów. Nie mogę się tutaj z Tobą nie zgodzić. Jednak, jeśli się nad tym dobrze zastanowić to można dojść do wniosku - dlaczego właściwie mieliby  mówić pozytywnie? Jak ktoś mówi, że jestem głupi to nie pałam do niego zbytnią sympatią, nieprawdaż ? Czyżby zła karma? Po części tak, jednak jest ona ukorzeniona poniekąd w polskiej mentalności - ludni butnych, dumnych czy też zapatrzonych w sobie. Pozostawię to Tobie do własnej interpretacji.
     Pytasz się mnie o receptę na sukces wg. Smarzowskiego. Bardzo możliwe jest to, że specjalnie pracuje z aktorami, na których możemy się nie natknąć w ambitnych polskich produkcjach typu "Klan" czy "Na Wspólnej". Natomiast nie wiem czemu tak nienawidzisz polskich komedii (mniemam, że zwłaszcza romantycznych) - każdemu jest potrzebna odrobina tak zwanego odmóżdżenia. Wracając jednak do ulubieńców "Smarza" określenie ich mało znanymi jest już odrobinę przekłamane, gdyż właśnie on uczynił z nich znanych i poważanych aktorów, między innymi Mariana Dziędziela. Na pewno zgodzisz się z tym, iż niezmierne ważne apropos popularności wspomnianego reżysera jest skandal oraz skrajne opinie na temat jego produkcji.
    Apropos głosu "prawdziwych Polaków" - nie dam się wciągnąć w tę dyskusję, myślę, że wiesz dlaczego. Prawda zawsze boli, a faktem wiadomym jest, że Polak nie kaktus - pić musi. By się dobrze bawić? By przetrwać trudy kolejnych dni? Bo lubi? Tę kwestię z pewnością będziemy mogli wspólnie omówić po obejrzeniu filmu, który jak sama powiedziałaś, z pewnością po raz kolejny (jak to u Smarzowskiego) wstrząśnie opinią publiczną. 

 
 






I tym samym zaczynamy eksperymentowanie. Zainspirowani dziennikarzami z półki tych najlepszych, sami uczymy się warsztatu i finezji.   
Czy wyjdzie? Zobaczymy :)
 

niedziela, 12 stycznia 2014

Dystans potrzebny (na gwałt!)



Postarajcie się pomyśleć przez chwilę o typowym Polaku. Zwykłym, przeciętnym, z równie przeciętną pensją i wykształceniem. Czy w napływie przymiotników, większość z nich nie jest raczej smutna? Czy odtwarzając obraz takiej osoby w wyobraźni, nie nasuwa nam się obraz nędzy i rozpaczy? O czym to świadczy?

Myśląc o sobie, jako narodzie często jesteśmy ponadprzeciętnie samokrytyczni, z różnych pewnie względów. Mówimy  o sobie „polaczki”, często dodając pasujący do rymu gatunek warzywa o dosyć intensywnym zapachu. Co to mówi o nas samych? Jak nasze krytykanctwo przekłada się na stan rzeczywisty – nie wiem. Za to jestem pewna, że tak bardzo boimy się zmieniać cokolwiek (nie wspominając już o nastawieniu), że łatwiej było nam się pogodzić z rzeczywistością i nami samymi, niż zacząć daleko posunięte zmiany.

Idelna recepta na odtrucie wszechobecnych, negatywnych opinii na nasz własny temat jest abstrakcyjna. Zastanawiam się, jak ogromne kompleksy muszą w nas siedzieć i dlaczego przez wiele lat nie udało się ich wykorzenić. 

Szczęście – do tego dąży każdy Polak. I to szczęście dla każdego z nas jest czymś innym. Dla ¼ Polactwa sukces to luksusowe auto bądź dom nad morzem. Mam więc stuprocentową pewność, że gonienie za sukcesem według Polaków to wyłącznie sprawa pieniądza. Im ich więcej, tym jesteśmy szczęśliwsi. Poprawka – tym bardziej wydaje nam się, że powinniśmy być szczęśliwsi. Prawda jest całkowicie odmienna. Jeżeli przed posiadaniem majątku nie będziemy szczęśliwi, to żadne pieniądze nam tego nie zagwarantują.  

Wciąż nam mało. Wolnego od pracy, pieniędzy, szczęścia, mało dobrych polityków, mało ludzi reprezentujących kraj za granicami, jeszcze mniej w środku. Umniejszamy swoje prawdziwe sukcesy, jednocześnie wyciągając te absurdalne i przypadkowe. Wciąż tkwi w nas 18-wieczna buńczuczność o Chrystusie narodów i możliwości stawania w szranki z samym Bogiem. 
W dzisiejszych czasach nie można już być patriotą bez podpalania i demolowania. Bo tylko takie gesty trafiają przed oczy publiczności. Żadne sadzenie kwiatów i sprzątanie ulic. Ciekawi mnie, ile rodzin wykorzystuje wolny dzień 11 listopada na to, aby włączyć TV i obejrzeć państwowe obchody tego dnia. Szczęśliwe pochody, z uśmiechem na ustach. Dumne, pokazujące swoją radość, a przede wszystkim dystans. 

Dystans – to oprócz poczucia humoru cecha, której nam brakuje. Uzupełniają się one doskonale i potrafią zapewnić uczucie radości, które łatwo przekuć  na szczęście. Cieszmy się więc umiarkowanie z rzeczy pozornie małych. Jest deszcz zamiast śniegu? – pokornie cieszmy się z zalet deszczu i wad śniegu. Idzie sesja? Cieszmy się z możliwości wyspania i doskonale uprzątniętego pokoju. 

Rafał A. Ziemkiewicz napisał nawet książkę „Polactwo”, opisującą stan umysłowy i główne grzechy Polaków, prowadzące nas w prostej linii do momentu, w którym znajdujemy się teraz. Ale nie napisał jej po to, by nas pogrążyć. By nas zawstydzić (no, może odrobinę). Jego celem było wykrzesanie z nas odrobiny dystansu, pokazanie absurdów, wykazanie, że droga którą idziemy jest błędna. Polecam książkę każdemu Polakowi. Nawet, jeśli nie zgadzamy się z jej autorem, warto przeczytać. Właśnie po to, by nabrać tak bardzo potrzebnego dystansu.