czwartek, 26 grudnia 2013

Rearranged

Czy u któregokolwiek z was poświąteczny czas to idealna okazja na porządkowanie życia? Te kilka dni wolnego to idealny moment, by rozdziabać całą strukturę, przemyśleć i obmyślić naokoło. A czas pozornie wolny, który nastąpi niedługo będzie idealny do tego, aby zacząć powolne, mozolne, a przy tym konieczne zmiany. Wyrzucanie z głowy rzeczy przypadkowych i niepotrzebnych, rozwiązywanie palących, a przy tym zaległych problemów. Weryfikowanie znajomości, obnażanie uczuć.

Tak bardzo przeszkadza mi życie w bałaganie, którego nie widać. I już od dawna wiele rzeczy wskazywało na pewien punkt kulminacyjny, który już nastąpił. Chyba z początkiem świąt, a jego apogeum dało się odczuć dziś. I to jest najgorsze. Że tak źle, jak dziś, nie było już dawno.

niedziela, 22 grudnia 2013

Christmas lonelines

Jakie z założenia powinny być święta?
Rodzinne, radosne, szczęśliwe, wesołe.
Jak więc ma się do nich moja samotność? Tak potężna i przejmująca.
Jeżeli rodzinne, to co, jeżeli spędzanie ich z rodziną nie jest jakoś szczególnie zajmujące?
Jeżeli radosne, to dlaczego nie umiem się radować? Weselić.
Jedyne w każdym razie co mi zostało, to szczęście, któremu ulegam każdego dnia. Nie przez cały dzień, ale na pewno każdego dnia delikatne i ciepłe poczucie szczęścia wkrada się w życie.
Dzisiaj? Obłędny zapach choinki, puszysty dywan, herbata z goździkami, pomarańczą i cytryną, sokiem malinowym. Do tego nowa książka Gombrowicza i gotowe. Ale nie takie święta są moimi wymarzonymi. Brak mi. Kogoś, czegoś. Niezidentyfikowanej osoby, bliskiej mi na tyle, aby móc zająć nią swój umysł.
Samotność. How to fight it?

niedziela, 27 października 2013

Dobrze jest.

Kilka ostatnich dni to plątanina nadziei, smutku, strachu, przerażenia i melancholii.

Po wczorajszym seansie nowego filmu Macieja Pieprzycy - 'Chce się żyć', nie potrafię pozbierać swojej osobowości z powrotem w całość. Niepozostawiająca złudzeń o okrucieństwie rzeczywistości produkcja zbyt głęboko wtargnęła we mnie, bijąc i kopiąc wszystko to, co wesołe, szczęśliwe i przyjazne. I tak każdego dnia doświadczam, dotykam rzeczy emocjonalnie destruktywnych.

Jak poradzić sobie z problemami? Jak określić swoje uczucia, podjąć odpowiednie decyzje? Co zrobić w przypadku, gdy nie wiem co robić, a czas nagli. Czy to miały być moje marzenia? Czy życie, które chciałam, ma tak wyglądać? Czy jest chociażby namiastką i częścią mojej przyszłości? Chciałabym spróbować. Chcę. Bo już na pytanie czego NAPRAWDĘ chcę - nie potrafię odpowiedzieć.

Dzisiaj na kulturalnie - bo kilka rzeczy skumulowało się we mnie i w końcu wybuchło falą nadmiernej emocjonalności.
Album rodzinnego trio Waglewski Fisz Emade zachwyca. Bo cudownie patrzy się na ojca i synów. Bo nigdy już nie doświadczę takiej więzi. Bo ta muzyka jest jak korekta nosa - łamiąca kości i chrząstki po to, by poskładać je na nowo, w taki sposób, w jaki sobie wymarzyliśmy. I ucząca nas rzeczywistości w unikalny, niespotkany sposób.


















środa, 15 maja 2013

Wszystko to, czym nie chcielibyśmy zostać.






Tymczasem o muzyce. Tak wiele się teraz w moim życiu dzieje muzycznie, że boję się zapomnieć o starociach. Od dekady jużem zakochana w Ericu Satie, a emocje, gęsia skórka na plecach, przyspieszony oddech, mimowolne zamykanie oczu wciąż pozostają identyczne jak sprzed laty. Czy istnieje na świecie choćby kawałek muzyki bardziej poruszającej, niż to? Chociaż minęły lata odkąd poznałam to brzmienie, nadal nie umiem powiedzieć, co ze mną ta muzyka wyprawia. Nie czuję się po niej lepiej, żadnego katharsis ani odrodzenia, wręcz przeciwnie. Smutek, samotność. Bezgraniczna samotność. Ciemność, zmrok, coś niepokojącego.